O autorze
Nie może napluć rzeczywistości w mordę, więc stara się chociaż kopnąć ją w kolano. Jeżeli nie pisze, albo nie gada, to znaczy, że je albo śpi.

Moc absurdalnie sprzecznych skrajności, które klej z poczucia humoru i sarkazmu w kupie trzyma.

Pisze też na www.mamwatpliwosc.blog.pl
Fanpage na FB: Mam wątpliwość

______________
e-mail: radomska_to@op.pl

Tajemnicza opuchlizna...

ała.
ała. fantazja Radomska
Od kilku lat borykam się z dosyć bolesnym problemem, który dostarczył jej w przeciągu ostatnich dni tylu wrażeń i radości, że nie może odmówić sobie ponownego wykorzystania swoich perypetii do rozbawienia gawiedzi. Jak na spotkaniu AA, zaciskając nerwowo pięści, drżącą czcionką, pragnę się przyznać, iż mam na imię Radomska i od 4 lat mam opuchniętą twarz. Z pewnością, Czytelniku, zadrżałeś, ale nie martw się, ten tekst nie będzie obrzydliwym opisem chirurgicznej ekstrakcji ósemki. To już było i nie rozbawiło mnie wcale, a przecież do tego dążę.

W chwilach największej świetności mojej gębowej asymetrii, wyglądam trochę jak jedna z dam, co w szklance problemy topi na Limance* (kto z Łodzi, ten wie). Jakbym była tak po prostu asymetryczna, to żyłabym dalej, bo są ludzie z mniejszą piersią, krótszą nogą, a także przecież i idioci i każdy z nich jakoś funkcjonuje bez większych perturbacji i przeszkód wijąc sobie gniazdko w strukturze społecznej. Obnoszenie się z moją indywidualnością cyklicznie zakłóca jednak ból o nieokreślonym źródle i charakterze.

Podejrzenie pierwsze, najbardziej oczywiste, ale i wstydliwe, zostało bardzo szybko obalone. Krzywa japa nie wynika z Radomskiego łakomstwa- nie kumuluję w twarzy pożywienia, którego nie jestem w stanie przełknąć. To przecież absolutna bzdura. Powszechnie bowiem wiadomo, że przełykam każdą ilość. (Pokarmu, dodam, aby sprawa była jasna).

To nie pamiętnik, a blog, więc trochę przyśpieszę, bo akcja na przestrzeni tych kilku lat była nawet w ćwierci, ułamku najmniejszym, wciągająca tak, jak chociażby Klan. Puchłam, bolało, szłam do pierwszego/drugiego/entego dentysty, on nie wiedział a czemu to tak, dawał lekarstwo i kolejno, w różnym momencie, różny lekarz- usuwał mi ósemkę, zatruł siódemkę, szóstkę… Bla bla. Nudy.

Tak minęły mi cztery lata. To znaczy w międzyczasie coś tam studiowałam, pracowałam gdzieś, robiłam różne rzeczy, ale kogo „ząb” bolał, ten wie, że w świetle tego bólu gaśnie nawet najpiękniejszy wschód słońca oraz blask oczu najbardziej namiętnego latynoamerykańskiego kochanka. Nadal cyklicznie – w upale, w sesji, w momencie najmniej odpowiednim budziłam się z opuchniętą paszczą i jadłam ketonal jak dropsy. Kiedy nie bolało, to asymetryczna twarz ani dla mnie, ani dla innych, nie stanowiła najmniejszego problemu. Mówili mi pocieszając, że jest tyle innych powodów bym czuła się brzydka, że tym jednym konkretnym akurat, absolutnie nie powinnam sobie głowy, a innym dupy, zawracać.

Ale budzę się znów kilka dni temu, z anginą, z koniecznością napisania tekstów na wczoraj. Opuchnięta i obolała. Otwieram oczęta, wyglądam przez okno i widzę szyld gabinetu dentystycznego – zaraz naprzeciwko bloku, w którym aktualnie koczuję. Podejmuję męską, radomską decyzję i idę, tak zdesperowana, że aż bez makijażu z twardym postanowieniem, że już naprawdę dość, niech mnie potną, niech wyrwą, niech wywiozą i zawiercą na śmierć i zaleją octem, bylebym mogła potem normalnie położyć się spać. Wchodzę i nie wierzę.

Gabinet pamięta czasy, których ja nie pamiętam, a kto pamiętał, ten wyparł z pamięci, bo były straszne. Od progu słyszę, że ów przybytek uświadczył właśnie remontu, więc podekscytowana szukam, jakichś ukrytych drzwi, schodów na piętro, wskazówki dotyczącej tego, gdzie mogłabym ujrzeć tą wyremontowaną przestrzeń, dopiero potem dociera do mnie, że z tym remontem, to chyba taki elitarny dowcip, trochę gryps, znany tylko tym, którzy prowadzą własną działalność i spodziewają się cioci Ireny z sanepidu. Sekwencja kolejnych zdarzeń pozbawiła mnie jednak czasu na dalsze refleksje, więc do dziś nie wiem, czy miejsce, do którego trafiłam, istniało, było legalne, czy było mistyczną krainą pełną nieprzewidzianych zdarzeń, jak Narnia albo chiński bar.

Kiedy zobaczyłam panią stomatolog – już bliską emerytury starszą panią, z takim obłędnym obłędem w oczach, który u ludzi uwielbiam, stojącą boso pośrodku gabinetu i mówiącą coś o pogodzie, dawnych czasach i sanepidzie, dotarło do mnie, że w tym miejscu nie brakuje mi nowych foteli i sprzętu, a ogniska, bo całe spotkanie przypominało bardziej psychodeliczny trip z szamanką, niż wizytę u lekarza. Z szamanką przeuroczą, ciepłą i bardzo fajną- dodam- aby nikt nie miał wątpliwości, że jednak nie darzę nienawiścią całego świata i czuję do Pani ogromną wdzięczność.

No i siadam, mówię, że już inni w mojej japie byli, jakkolwiek źle by to nie zabrzmiało i sporo złego narobili, a ja puchnę i nic, a ja puchnę i boli. Pani doktor zasiadła boso, przemywa gołe dłonie i z wyrazem najwyższego skupienia na twarzy, przerywanym odebraniem telefonu, narzekaniem na pogodę i anegdotkami, gołymi ręcyma zaczęła masować mi wnętrze twarzy. Wszystko było tak absurdalne, że nie zdążyłam – ani zareagować na brak rękawiczek, ani na brak butów, ani na fakt, że kilka jej szamańskich ruchów uwolniło mnie od bólu.

Jak już doszłam do siebie, to miałam nadzieję, że to koniec, ale Urocza Szamanka, z sercem większym niż moja japa, razem z opuchlizną, zatroskała się moją niesymetryczną mordą, ba, nawet wszczęła śledztwo i (!)chciała pomóc mi wynająć mieszkanie (w tym zdaniu brak logiki i został on zastosowany celowo…). Mieszkanie mieszkaniem, o tym innym razem. Zamiast kluczy do domu, dostałam skierowanie na panoramiczną sweet focie japy i USG szyi.

Nieważne, że nie skumałam, że ulice nazywają się tak samo w różnych miastach, przez co wyruszyłam na USG w ostatniej chwili, a powinnam z 1,5 wcześniej. Nieważne, że padał deszcz. Zapłaciłam za pierwsze w swoim życiu USG i usiadłam grzecznie w kolejne, dowiadując się z telewizora, że Piotrek z M jak Miłość znowu pokłócił się z Kingą i w sumie nie wiadomo co teraz z nimi będzie. Nie zdążyłam westchnąć z przejęciem, a nastała moja kolej.

Pan radiolog zasmarkał mi żelem całą twarz i tereny znajdujące się poniżej, ale nie aż tak nisko, żeby było się czym podniecać czy niepokoić. Mimo wszystko, czułam się trochę jak prezerwatywa wysmarowana lubrykantem. Jeździł mi. pan doktor, tym joystickiem wzdłuż mojej szyi tak długo, że zaczynam odnosić wrażenie że mam tą szyję od pięt po uszy. Jako, że kwadrans ciszy to absolutne maksimum, jakie można ze mnie wydusić, a raczej długość czasu na jaką można mnie uciszyć, zaczęłam, z bardzo młodym, całkiem sympatycznym, choć już bardzo poważnym panem, żartować. To znaczy, podjęłam kilka daremnych, kończących się moim absolutnym ośmieszeniem, prób wywołania jego uśmiechu…

Kiedy doktor twierdząco odpowiedział na moje pytanie, czy dostrzega coś na ekranie USG, z winy mózgu wyżartego chyba przez urocze reklamy Bebiko i ketonal, już w wyobraźni chwytałam za słuchawkę, by zadzwonić i przekazać mamie, że jednak nie będę sama do śmierci, je jednak coś mam i to nie HIV, ale chłopiec albo dziewczynka. Milczenie, jakim pan doktor potraktował, moje autentyczne, ale przecież nie poważne pytanie o płeć oraz posłane mi przez niego spojrzenie prawie, dały mi do zrozumienia, że coś to może i ja mam, ale raczej tylko nasrane w głowie.

W związku z tym, że badanie trwało długo, było nudno, a w pokoju niebyło kredek, ani zakazu mówienia, pan się zaniepokoił moim podejrzanym milczeniem i zapytał zawadiacko i filuternie, czy się nie nudzę i nie mam dość. Mój niewybredny żart o tym, że bardzo fajnie mnie dotyka, ale byłoby ekstra gdyby chociaż przygasił światło i zapalił świeczkę przeszedłby niestety, ponownie, w tym gwarnym i dwuosobowym towarzystwie, zapewne bez echa.

Potem dowiedziałam się, że nie cierpię na żadną skomplikowaną chorobę, że nie będziecie zbierać na mnie pieniędzy, ani nawet mi współczuć. Ot, jak ktoś ten wpis doczyta, to mi ostatecznie powie, że moi poprzedni lekarze byli niekompetentni , a ja jestem pajacem z opuchlizną wynikającą z przerostu tego mięśnia, co żuje, który co jakiś czas coś tam blokuje gdzieś tam, a urósł bo jestem nerwowa i żuje prawą stroną japy, od lat, za dużo truskawkowej gumy. Zdaję sobie sprawę, że diagnoza nie jest wzruszająca jak Alzheimer i krępująca jak hemoroidy, ale puenta wymaga, aby podać owoc poszukiwań przyczyn opuchniętej japy. A mi pozostaje cieszyć się, że przed rozwikłaniem zagadki nie potruto mi jednak wszystkich zębów i nie wycięto języka oraz, że przyrostu masy mięśniowej w moim ciele nie zawdzięczam ani morderczej diecie, ani godzinom spędzonym na siłowni.

A że przyrost nie taki, jak trzeba i nie tam, gdzie trzeba, to już -oj tam oj tam…
________________________
Zapraszam na fanpage FB: Mam wątpliwość
Trwa ładowanie komentarzy...