O autorze
Nie może napluć rzeczywistości w mordę, więc stara się chociaż kopnąć ją w kolano. Jeżeli nie pisze, albo nie gada, to znaczy, że je albo śpi.

Moc absurdalnie sprzecznych skrajności, które klej z poczucia humoru i sarkazmu w kupie trzyma.

Pisze też na www.mamwatpliwosc.blog.pl
Fanpage na FB: Mam wątpliwość

______________
e-mail: radomska_to@op.pl

Ślub byłego

Każda z nas, Drogie Panie, ma w swoim zyciorysie taki, krócej bądź dłużej trwający epizod pt. "Miłość na zawsze". Najczęściej sytuacja taka spotyka nas, kiedy jesteśmy młode i głupie i wyrastamy z tego jak z trądziku, a po latach możemy już tylko śmiać się ze starych zdjęć na których tulimy swoje Misie i szczerzymy zęby wklejone w pryszczatą twarz. Czas mija, każdy z naszych byłych pomalutku układa sobie życie, a nam nie pozostaje nic innego , jak skupić się na własnym i w wolnych chwilach życzyć młodemu kobiety garbatej,grubej i brzydkiej, bo prawdopodobnie tylko na tle takiej właśnie damy same wypadłybyśmy trochę korzystniej niż zwykle.


Godzenie się z rozstaniem ma wiele burzliwych etapów. W zależności od tego, kto zawinił, po którejś ze stron na pewno pojawiają się niedługo po rozstaniu samobójcze myśli, smutne opisy na facebooku, wystawanie pod oknami byłego partnera/-rki z nożem tudzież gwizdanie na całą sytuację i płynne zamiana jednego mężczyzny na całe życie w wielu mężczyzn na całą noc. Biorąc pod uwagę predyspozycje i zdolności, okres poligamicznego szaleństwa trwa 3 noce. Występujące w przedziale 11 miesięcy, potem znowu się zakochujesz, albo kupujesz kota, zmieniają się twarze, kolory ramek na zdjęcia, wakacje w Mielnie zamieniają się w weekend w Zakopanem, a… czyli tak naprawdę nie zmienia się nic. Do momentu aż się zorientujesz, że czas mija, Ty nie ładniejesz i nie chudniesz, wszyscy mężczyźni są tacy sami, więc w zasadzie lepiej siedzieć w dobrym, starym, ciepłym bagnie niż biegać po polach, zamiast rumiankami, masą obcych, psich kup.Z czasem zajmujesz się rzeczami pożytecznymi, jak odkrywanie zastosowań piekarnika. Aż tu nagle do Twych drzwi puka listonosz…

Nie, to nie będzie scenariusz taniego pornosa, bo żyję już 24 rok i przysięgam, że żadnego takiego, który by się w takiej banalnej, prostackiej, dzikiej, spontanicznej fantazji sprawdził, nie widziałam. Listonosz przynosi zaproszenie i wychodzi. Zaproszenie nie od Play ani Polsatu, abyś zechciała łaskawie w terminie zapłacić rachunek. Tym razem, również nie z sądu. Otrzymujesz, Moja Droga, zaproszenie na ślub byłego.

Łubudub. Upuszczasz na ziemię niezniszczalną szklankę z duraleksu, która tym razem, nieco dramatycznie i teatralnie, rozlatuje się w drobny pył i nagle masz wrażenie, że grasz w Incepcji, tylko to wersja niskobudżetowa, więc nie ma w niej miejsca dla Dicaprio i jego gaży. Wybuchasz gromkim śmiechem. Wracają wspomnienia ostatniego spotkania z ukochanym XYZ. Rypnęłaś na pożegnanie klasyczne „ale zostaniemy przyjaciółmi, prawda?”, a on, o dziwo uwierzył i wziął to na poważnie, czego namacalny, papierowy dowód z wypisanym w środku Twoim nazwiskiem, trzymasz w dłoni.

Czas na plan. Data umieszczona w zaproszeniu wskazuje, że masz trzy tygodnie na pozbycie się 15 kilogramów, nadmiernego owłosienia, odrostów i kota, które źle świadczą o Twojej aktualnej życiowej sytuacji. Gdybyś była pijana i ktoś powiedziałby, że nie da się tego zrobić, pewnie ogarnęłabyś te parę drobiazgów w dwa wieczory. Tymczasem… Szukasz w szafie czegoś, co będzie świadczyło o Twojej klasie, inteligencji, poziomie, poczuciu humoru i ilości leveli zdobytych w Tetrisie. Przyjdzie Ci do głowy, że powinnaś na takiej uroczystości wyglądać schludnie, skromnie i niewyzywająco, ale szybko stwierdzisz, że to głupie, bo przecież to oczywiste, że przyszły Pan młody nadal spać przez Ciebie nie może i ewidentnie po raz ostatni chce zobaczyć, ile stracił, zanim utraci swoją wolność, więc musisz być hot. I to nie tylko metafora tego, że jeszcze przed samą uroczystością musisz iść na solarium.Potem dociera do Ciebie, że w sumie to nie wiesz, kto Cię na ten ślub zaprosił, bo profilu akurat tego byłego nie inwigilujesz w samotne, sobotnie wieczory już jakieś cztery lata.

Masz cichą nadzieję, że utył, zbrzydł, ma na karku wyrok i sześcioro okrutnie brzydkich nieślubnych dzieci. Profilowe, informacja o miejscu pracy, zdjęcia z wakacji i z auta przynoszą gorzkie rozczarowanie. Wygląda ekstra, nosi mokasyny z Zary, pachnie Lacostem i ma się, niestety, świetnie. Na pocieszenie zostaje Ci wspomnienie tego, że aktualny fejsbukowy amant, nosił kiedyś koszulki dodawane jako gratisy do Coli, trampki za dziewięć złotych i nie używał antyperspirantu.

Oglądasz też uważnie zdjęcia aktualnej narzeczonej, więc już wiesz, że nie musisz przejmować się swoją stylówką i spokojnie możesz wpaść do kościoła w dresie. Ona jest najzwyczajniej dobrą dupą i żaden Twój ruch ani kreacja nie zwrócą niczyjej uwagi, no chyba że wyrżniesz orła biegnąc do ołtarza w szpilkach, aby powstrzymać księdza przed założeniem obrączek, bo w polskiej wersji tego kościelnego dramatu, nie ma miejsca na teatralne” nieee”, bo nikt Cię o zdanie nie zapyta. A kiedy zastanawiasz się, czemu wybrał ją, a nie Ciebie - po prostu spójrz na zdjęcie byłego i jego narzeczonej raz jeszcze.

Dobrze jest pójść na ten ślub razem z kimś, kto nie raz widział nas w niekomfortowej sytuacji i trzymał nasze włosy w czasie wymiotowania na imprezie. Tylko taka osoba może wykręcić Ci w odpowiedniej chwili ręce i ze stoickim spokojem wycierać rozmazujący się w histerii tusz.Dla zabawy możesz urozmaić imprezę zawałem babci młodego i wpaść do kościoła, zupełnie przypadkiem, w białej sukience i stanąć przy ołtarzu z białą chustą krzycząc, że „Twój Ci on”, ale ten żart tylko Tobie wyda się śmieszny.

Na uroczystości ze smutkiem stwierdzisz, że nikt nie pamięta już kim jesteś, bo Twój eks miał w tak zwanym międzyczasie, zupełnie jak Ty, sześćdziesiąt cztery miłości swojego życia i tylko kilka starych ciotek wytarmosiło Cię za policzki i przysięgało, że Cię widziały, jak byłaś taaaaka mała. Zanim wybiegniesz z kościoła z płaczem przypomnę Ci, że masz na nogach drogie szpilki i nie umiesz w nich nawet chodzić. Tak, drogie buty wypełniają w życiu pustkę i nadają mu sens, ale na pewno w nich wyrżniesz.

Wracając więc, spokojnym spacerem, do domu zastanów się, czy jest się w ogóle o co szarpać, przypomnij sobie, że to Ty z nim zerwałaś, bo bardziej niż Tobą jarał się grą w Eurobiznes, od 3 lat sama jesteś mężatką.

Amen

______________________

Zapraszam na Mam Wątpliwość na Facebooku, link: Mam Wątpliwość,

A gdyby nie zadziałał to wystarczy skopiować link:
http://www.facebook.com/pages/Mam-w%C4%85tpliwo%C5%9B%C4%87/238468862880080
Trwa ładowanie komentarzy...